Strona główna Redakcja Współpraca Źródła historyczne Konkursy

Zarejestruj / Zaloguj

DOŁĄCZ DO NAS!

i odkryj historię w najnowszym wydaniu

Dołącz do społeczności histurion.pl, zakładając nowe konto lub logując się poprzez portal facebook.

  • Poznaj innych miłośników historii
  • Odkrywaj historię i poznawaj dzieje postaci historycznych
  • Poznawaj historię z pierwszej ręki ściągając źródła historyczne z naszej bazy
  • Przejrzyj spersonalizowane dane historyczne, np. które postaci historyczne obchodzą z Tobą urodziny

Rejestracja


Załóż nowe konto

LUB
Załóż nowe konto z



Jesteś już użytkownikiem?    Zaloguj się

Zaloguj się w serwisie histurion.pl

Możesz zalogować się w naszym serwisie podając swój adres e-mail oraz hasło podane podczas rejestracji. Możesz również zalogować się poprzez portal facebook.


Nie mam jeszcze konta



Zaloguj się z

Załóż nowe konto w serwisie histurion.pl



Steve Jobs

2014-05-22 | Autor: Paweł Bąkiewicz


Steve Jobs - (ur. 24 lutego 1955 r. n.e., zm. 5 października 2011 r. n.e.) geniusz biznesowy i wizjoner komputerowy. Założyciel firmy Apple.
Żył 56 lat


Historia, wbrew powszechnym skojarzeniom, nie sprowadza się tylko do odległych bitew, podniszczonych eksponatów muzealnych, czy zapomnianych przywódców. Pięknym, lecz rzadko poruszanym przez historyków aspektem jest fakt, iż wszyscy jesteśmy jej świadkami na co dzień. Procesy, które dzieją się obecnie mogą być szczegółowo badane przez historyków przyszłych pokoleń. Jednym z tych procesów jest z pewnością rewolucją komputerowa.

Zanim przejdziemy dalej, chciałbym poprosić o chwilę zastanowienia - na co patrzysz ? Czyżby na ekran kolorowego monitora z białym kursorem, sterowanym przez mysz, a może na telefon komórkowy lub tablet, słuchając muzyki płynącej z plików mp3 i jednocześnie myśląc na jaki nowy film animowany wytwórni Pixar pójść do kina? Pewnie spodziewasz się tutaj odpowiedzi gloryfikującej pomysłowość i innowacyjność Steve'a Jobsa. Rzeczywistość jest jednak trochę odmienna, gdyż 'ojciec cyfrowej rewolucji' - jak ochrzciły go amerykańskie media - większość tych pomysłów zaczerpnął lub kupił od innych. Graficzny interfejs użytkownika, czyli mówiąc bardziej zrozumiale, fakt, iż komputer sterujemy za pomocą kliknięć myszki w obrazkowe ikony, a nie poprzez czarno-białą linię komend kupił od firmy Xerox. Zresztą nota bene z całą firmą. Tak samo jak wytwórnie filmów animowanych Pixar od popadającego w problemy finansowe George'a Lucasa. Odtwarzacze mp3 pojawiły się kilka lat przed pierwszym ipodem, telefony komórkowe co najmniej kilkanaście przed pierwszym iPhonem, idea tabletu była znana już w latach 80-tych, a chyba najbardziej flagowy produkt Apple'a - komputer Macintosh - był w całości pomysłem Steve'a Wozniaka. Jobs sam podkreślał w wywiadach, używając cytatu samego Pabla Picasso , "Dobrzy artyści kopiują. Wielcy kradną". Dlaczego zatem uważam, iż wkład Steve'a Jobsa w rozwój komputeryzacji jest trudny do przeszacowania ? Postaram się to teraz wyjaśnić ...

Steve Jobs - początek

Jak wspomina Walter Isaacson w biografii "Steve Jobs", po zakończeniu II wojny światowej, co wiązało się ze zwolnieniami z czynnej służby wojskowej, Paul Jobs założył się ze swoimi kolegami z marynarki wojennej, iż ożeni się z nowo poznaną kobietą w ciągu dwóch tygodni od powrotu do Stanów. Trudno określić jak bardzo zdziwieni byli jego znajomi, gdy już drugiego dnia po powrocie do San Francisco, wybrawszy się ze świeżo upieczonymi rezerwistami do lokalnego pubu poznał Clarę Hagopian, z którą ożenił się 10 dni później! Wtedy jeszcze nie wiedział, iż oprócz wygranego zakładu, rozpoczął szczęśliwe małżeństwo, które przetrwa, aż do jego śmierci 40 lat później. Młodemu małżeństwu brakowało tylko potomka. Z powodu, iż Clara cierpiała na ciążę ektopową państwo Jobs zdecydowało się na adopcję. W tym samym czasie, po drugiej stronie Stanów Zjednoczonych w Wisconsin młoda studentka Joanne Schieble zaszła w ciążę z syryjskim pomocnikiem wykładowcy Jandali Abdulfattah'em. Jej rodzice z powodu silnych wartości religijnych nie zgadzali się na związek z nie-chrześcijaninem i zagrozili, iż jeżeli nie odda nowo-narodzonego dziecka do adopcji przestaną ją wspierać finansowo. Młoda matka zmuszona była do ustosunkowania się do żądań rodziców i kiedy 24 lutego 1955 urodził się jej syn, za pomocą kliniki adopcyjnej w San Fransisco, specjalizującej się w tzw. "close adoption" przekazała swojego potomka oczekującym rodzicom Jobs. Imię dla chłopca wybrano Steve Paul Jobs. W wielu późniejszych spekulacjach trudnego charakteru i wręcz chorobliwej potrzeby kontroli otoczenia Steve'a Jobsa pojawiał się wątek adopcyjny. Sam zainteresowany ucinał go jednak krótkim stwierdzeniem, iż jego adopcyjni rodzice są jego rodzicami na 100%, a biologiczni stanowili tyko "zapas nasienia i kontener na komórkę jajową".

Hewlett-Packard 9100A - komputer stworzony w 1968 roku przez firmę HP, który wywarł wielkie wrażenie na młodym Stevie Jobsie.

We wczesnych latach 60-tych rodzina Jobs przeprowadziła się do niewielkiego miasta Mountain View w Kalifornii, które wchodziło w skład obszaru, znanego później jako Dolina Krzemowa. Sillicon Valley jest obecnie kojarzona jako centrum przemysłu informatycznego (swoje siedziby mają firmy takie jak eBay, Facebook, Google, HP, Yahoo!, Intel, Oracle oraz jak możnaby przypuszczać Apple), ale w połowie XX wieku była jedynie obszarem przemysłowym na potrzeby amerykańskiej armii. W miarę jednak postępu technologicznego, kiedy armia zamiast klasycznych czołgów potrzebowała układów zespolonych do pierwszych samolotów bezzałogowych przedsiębiorstwa nabrały profilu elektronicznego. Szczególnie istotna dla rozwoju regionu była przyjaźń Davida Packard'a oraz Billa Hewlett'a, którzy z garażu do majsterkowania we wczesnych latach 40-tych stworzyli prawdziwego giganta elektronicznego - firmę HP, która w latach 60-tych była jedną z największych w USA. Kolejnym protoplastą późniejszej krzemowej doliny była firma założona w 1956 roku przez Roberta Noyc'a i Gordona Moore'a o nazwie Integrated Electronics Corporation, znaną bardziej ze skrótu Intel. W miarę dalszego rozwoju przybywały kolejne, mniejsze lub większe przedsiębiorstwa specjalizujące się w elektronice. W takim właśnie otoczeniu, gdzie większość sąsiadów składała wszelkiego rodzaju układy elektroniczne, dorastał młody Steve Jobs, który był zupełnie zafascynowany otaczającą go aurą nowych technologii. Pierwszy komputer HP 9100A, który był zasadniczo tylko programowalnym kalkulatorem wywarł na Stevie piorunujące wrażenie, które jeszcze bardziej pogłębiło miłość do wszelkiej maści elektroniki. Ta właśnie miłość oraz przyjaźń ze starszym, bardzo nieśmiałym, preferującym bardziej towarzystwo maszyn nad ludzkim, kolegą ze szkoły, Stevem Wozniakiem miała zmienić nadchodzący cyfrowy świat.

Blue Box - pierwsze komercyjne urządzenie zespołu Wozniak-Jobs za pomocą którego można było wykonywać połączenia telefoniczne bez opłat.

Steve Wozniak pochodził z inżynierskiej rodziny o polskich korzeniach. Ojciec, wybitny elektrotechnik już od małego uczył małego "Woza" schematu działań tranzystorów, rozrysowując na tablicy nawet oddziaływania pomiędzy elektronami. W 8 klasie Wozniak z łatwością wygrał szkolny konkurs elektroniczny przeznaczony dla 12-klasistów, budując kalkulator składający się ze 100 tranzystorów oraz 200 rezystorów na 10 obwodach drukowanych. W szkole jak sam wspomina łatwiejsze było dla niego lutowanie układów elektronicznych niż spojrzenie dziewczynie w oczy. Jednym z jego nielicznych przyjaciół był Bill Ferdynand, z którym razem rozpoczęli pracę nad mini komputerem-kalkulatorem, który nazwali 'gazowanym komputerem' od niepoliczalnej ilości napojów gazowanych, które wypili podczas tworzenia. Sama maszyna była po prostu rozbudowanym kalkulatorem, któremu podawało się dane za pomocą przełączników, a sam wyświetlał wynik w postaci binarnej z pomocą diod. Niewątpliwie jednak był protoplastą późniejszego, słynnego Apple I. Bill Ferdynand odegrał jeszcze jedną istotną rolę. Otóż to za jego pośrednictwem Steve Wozniak spotkał się ze Stevem Jobsem, który był wręcz zachwycony umiejętnościami technicznymi starszego kolegi. Mimo, iż Wozniak był 5 lat starszy dogadywali się świetnie, gdyż "Woz", pomimo swoich wręcz magicznych zdolność technicznych, dojrzałością społeczną daleko odstawał od rówieśników. W taki oto sposób utworzył się najważniejszy duet w historii komputeryzacji, duet dwóch Stevów, z których jeden był geniuszem elektroniki, a drugi wizjonerem, który kształtował drogę w którą owa elektronika iść powinna. Na początku owocem ich przyjaźni miały być proste urządzenia służące głównie do psot, jak na przykład specjalny 'pilot', który mógł zagłuszać poprawny odbiór sygnału telewizyjnego. Biedne ofiary były przekonane, iż problem tkwi w poprawnym ustawieniu anteny, gdyż zazwyczaj gdy starały się ją poprawnie ustawić, żartownisie swoim pilotem wyłączali zakłócenia, a gdy uszczęśliwiony widz odchodził i siadał w fotelu włączali je ponownie. Urządzeniem, na którym zarobili pierwsze pieniądze był tzw. 'blue box'. W 1971 roku magazyn 'Esquire' opublikował artykuł, który wspominał, iż gwizdkiem dołączanym do płatków śniadaniowych można imitować wewnętrzny sygnał linii telekomunikacyjnych. Młodzi wynalazcy od razu odkryli, iż niekoniecznie potrzebny jest gwizdek a wystarczy urządzenie wydające dźwięk o częstotliwości 2600 hertzów, dzięki któremu można było symulować przesyłane sygnały telefoniczne, co w efekcie umożliwiało darmowe rozmowy. Na początku używali swojego urządzenia do kolejnych żartów, jak np. telefon Wozniaka, który imitując niemiecki akcent, podając się za Henry'ego Kissingera zadzwonił do Stolicy Apostolskiej żądając rozmowy z papieżem. Ostatecznie jednak Steve Jobs wpadł na pomysł, iż można ten wynalazek sprzedać pomiędzy studentami na kampusie. Tak właśnie 'Blue Box' stał się pierwszym komercyjnym produktem duetu Wozniak-Jobs. Wspominając uniwersytet warto wspomnieć anegdotę, iż Steve Jobs nawiązał jeszcze jedną, długotrwałą przyjaźń z poznanym na uniwersyteckich korytarzach Danielem Kottke. W późniejszym okresie okaże się pierwszym pracownikiem firmy Apple, ale podczas czasów studenckich bardziej skupiał się na towarzyszeniu Jobsowi w trudnym, bądź co bądź, życiu amerykańskiego żaka początku lat 70-tych, które oprócz nauki wiązało się z odnajdowaniem swojej hippisowskiej tożsamości, głównie za pomocą tabletek z nazwą LSD. Jak sam Steve Jobs wspomina, nie żałuje swoich studenckich praktyk, a zażywanie wspomnianego LSD było dla niego jednym z najważniejszych życiowych doświadczeń. Do takowych jednak nie zaliczała się większość uniwersyteckich zajęć naukowych, gdyż ostatecznie decyduje się porzucić uczelnię i wrócić do rodziców.

Brak wyższego wykształcenia nie przeszkodził mu jednak w zdobyciu pracy w firmie Atarii, twórcy automatu do gry w Pong - gry, która jako pierwsza odniosła komercyjny sukces i wręcz utorowała szlak późniejszemu rynkowi gier komputerowych. Praca w firmie Atarii po raz pierwszy ukazała trudny stosunek Steve'a Jobs do współpracowników. Obelgi i zarzuty, iż wszyscy 'są do niczego' i 'na niczym się nie znają' były na porządku dziennym. Na domiar złego w owym czasie Steve Jobs był wręcz pochłonięty ideą skrajnego wegetarianizmu, twierdząc, iż prawidłowa dieta oczyszcza organizm do tego stopnia, iż ludzkie ciało przestaje wydzielać nieprzyjemne zapachy, co ochoczo połączył z brakiem konieczności kąpieli. Niestety pod tym względem, jak przynajmniej przypominają jego koledzy z Atarii, Steve Jobs się mylił. Szefostwo doceniało zdolności techniczne Steve'a, ale z drugiej strony nie mogło być głuche na ciągłe narzekania reszty pracowników. Ostatecznie uzgodniono, iż Jobs będzie pracował w biurze sam na nocną zmianę. Znalazła się również inna rola. Kiedy niemiecki współpracownik z Monachium zażądał przysłania kogoś do rozwiązania problemu odświeżania ekranu (europejskie wyświetlacze były wolniejsze od amerykańskich) wysłano właśnie Steve'a. Kiedy niemiecka strona zadzwoniła z pretensjami do Atarii na strój, zachowanie i przede wszystkim zapach wysłanego konsultanta, padło pytanie: "- Czy nasz pracownik rozwiązał wasz problem ? - Tak, rozwiązał. - To świetnie, jeżeli będziecie mieli kolejne problemy, bez obaw, mamy jeszcze mnóstwo ludzi jak Steve Jobs". Od tej pory Atarii nie otrzymywało od strony niemieckiej informacji o kolejnych błędach.

Apple

Apple I - pierwszy komputer stworzony w 1975 roku przez Steve'a Wozniaka. Stał się podstawą pod stworzenie firmy Apple.

W początkach lat 70-tych urządzenie, które nazywano komputerem było po prostu płytą główną z wieloma przełącznikami, za pomocą których wprowadzano dane oraz system diod, które wyświetlały wynik. Na domiar złego nie sprzedawano złączonej całości tylko same części. Nie trudno się zatem domyślić, iż takimi komputerami była zainteresowana tylko wąska grupa specjalistów i pasjonatów. To waśnie dla nich utworzono tzw. The Homebrew Computer Club, gdzie mogli wymieniać się swoimi ideami i projektami. Jednym z aktywnych członków tego stowarzyszenia elektronicznych fanatyków był właśnie Steve Wozniak. Jak sam wspomina to właśnie na jednym ze spotkań klubu naszła go idea, aby zamiast przełączników do wprowadzania danych użyć systemu klawiszy, a diody wyświetlające wynik zastąpić monitorem. Tak właśnie powstał szkic przyszłego Apple I. Od tego momentu Wozniak poświęcał każdą chwilę wolnego czasu na wprowadzenie swojego konceptu w życie. Po kilku miesiącach wytężonej pracy był wreszcie gotowy przetestować swoje urządzenie. Trochę nieśmiało wystukał kilka klawiszy na klawiaturze. Była niedziela, 29 czerwca 1975 roku. Jakiegoż szoku musiał doznać, gdy zobaczył wyskakujące litery. Był to pierwszy raz w historii, gdy ktoś wystukawszy dane z klawiatury zobaczył je na ekranie monitora! Początkowo rozentuzjazmowany Wozniak chciał podzielić się zupełnie za darmo swoim wynalazkiem wśród członków klubu Homebrew'u . Taka była bowiem główna zasada wśród ówczesnych hakerów (specjalistów komputerowych), aby w pełni dzielić się wynikami swojej pracy. Takie same idea przyświecają również współczesnym twórcom wolnego oprogramowania (open source), którzy zupełnie za darmo udostępniają swoje programy dla każdego zainteresowanego. Nie do końca jednak było to zgodne z zasadami Steve'a Jobsa, czy innego, słynnego członka klubu - Billa Gatesa. Steve Jobs był oczywiście zachwycony wynalazkiem Wozniaka i od razu zaproponował koncepcje sprzedaży, coś co Wozniakowi nawet nie przeszło przez myśl. To właśnie był przykład ich symbiozy - jak sam Wozniak wspomina

Każdego razu gdy wymyśliłem coś niezwykłego Steve Jobs wynajdował sposób abyśmy na tym zarobili

. Ostatecznie Wozniaka przekonała nie tyle perspektywa finansowa, co sam fakt stworzenia i prowadzenia własnej firmy. Oczywiście przed startem potrzebowali dobrej nazwy. Pojawiały się koncepcje kojarzące się z technologią, takie jak 'Matrix', czy 'Executec', ale ostatecznie Steve Jobs wpadł na pomysł 'Apple Computer'. Zapytany po latach czy nadgryzione jabłko miało symbolizować śmierć Alana Turinga (twórcę informatyki, który w 1954 roku popełnił samobójstwo nadgryzając jabłko z trucizną) Steve Jobs z uśmiechem odrzekł, iż chciałby. Powód był bowiem znacznie bardziej prozaiczny, gdyż przyszedł mu do głowy z powodu jabłczanej diety, którą w tamtym czasie stosował. Oprócz tego połączenie jabłka i komputera, czyli dwóch odmiennych światów natury i technologii w jedną nazwę firmy musiało zmusić człowieka do myślenia. Z powodu, iż Steve Wozniak nie chciał na tym etapie odejść ze swojej stałej pracy w HP, potrzebowano jeszcze jednego członka. Wybór padł na kolegę Jobsa z Atarii - Rona Wayne'a. 1 kwietnia 1976 trzech założycieli zawiązało spółkę, powołujący tym samym firmę Apple Computer do życia. Steve Wozniak i Steve Jobs mieli mieć po 45% udziałów, a rozstrzygający ewentualne spory Ron Wayne 10%. Ten ostatni, po kilku tygodniach zdecydował się jednak opuścić Apple'a. Wszyscy trzej właściciele odpowiadali całym swoim majątkiem za ewentualne długi spółki, a Ron Wayne z powodu, iż jest najbogatszy z całej trójki, obawiał się, iż to właśnie do niego pierwszego zgłoszą się wierzyciele. Sprzedał zatem 10% swoich udziałów za 800$. Była to jedna z najgorszych decyzji biznesowych w historii, gdyż w 2010 roku wartość 10% akcji była wyceniana na dwa i pół miliarda! Pomimo początkowych trudności ze znalezieniem odbiorcy komputera, którego nazwano Apple I udało im się nawiązać kontakt z właścicielem sieci sklepów elektronicznych Paulem Terellem, który zgodził kupić się 50 sztuk. Rozentuzjazmowani Steve'owie postanowili stworzyć swój dział produkcji w garażu rodziców Jobsa. Ich pierwszymi pracownikami stali się przyjaciel Jobsa - Daniel Kottke i jego dziewczyna Elizabeth Holmes. Po 30 dniach grupowego składania płyt głównych Steve Jobs pojechał ze swoim towarem do sklepu Paula Terella. Początkowo właściciel 'Byte Shop' był niezadowolony. Steve Jobs przywiózł mu bowiem komputer bez zasilacza, obudowy, monitora i klawiatury, ale ostatecznie został przekonany, iż to i tak najpełniejszy dostępny zestaw na rynku. Pomysł na komputer 'all-in-one' jaki wysunął Terell głęboko poruszył
Jobsa i stał się podstawą pod nowszą wersję, komputera - Apple II.

Apple II - 8-bitowy komputer osobisty, który łączył wszystkie elementy (klawiatura, zasilacz, płyta główna, monitor) w jedną całość. Stał się komercyjnym sukcesem firmy Apple, która sprzedała ponad 6 milionów egzemplarzy.

Apple I przyniósł kilkanaście tysięcy dolarów zysku. Z powodu jednak potrzeby samodzielnego podłączenia dodatkowych elementów jak zasilacz, obudowa, czy klawiatura nie mógł przebić się poza grono komputerowych pasjonatów, a jak sam Steve Jobs wspominał ?na jednego fanatyka komputerowego przypadało co najmniej tysiąc zwykłych obywateli, chętnych do zakupu komputera". Urządzenie przyszłości musi być zatem, tak jak chciał Paul Terell, całością, aby nabywca, od razu po zakupie był wstanie go uruchomić i z niego korzystać. Trzeba zatem było wprowadzić do Apple I pewne modyfikacje. Pierwszą z nich była obudowa. Steve Jobs pragnął prostego, a jednocześnie eleganckiego designu, który by wyróżniał Apple II spośród innych maszyn, zazwyczaj obudowanych w szare, kanciaste i niezachęcające do korzystania obudowy. Ostatecznie zakupiono za 1500$ design u lokalnego projektanta ze lśniącą obudową z białego plastiku. Następna kolej była na zasilacz. Steve Jobs zafascynowany minimalizmem Zen, chciał, aby zasilacz w nowym Apple II był pozbawiony wentylatora, dzięki czemu nie wydawał rozpraszającego hałasu. Pracę nad nim zlecono byłemu marksiście, po kilku małżeństwach, który ?znał się na wszystkim" - Rodowi Holtowi. Okazał on się świetnym inżynierem, który ostatecznie obmyślił pomysł zasilacza ze zmiennym dostarczaniem energii. Wyłączał i włączał on zasilanie nie 60 razy na sekundę, jak robiły konwencjonalne zasilacze, a tysiące razy na sekundę, przez co drastycznie zredukowano wytwarzane ciepło. Obecnie wszystkie komputery korzystają z zasilaczy opartych o tą technologię, a często zapominanym twórcą jest właśnie Rod Holt. Aby wprowadzić te wszystkie innowacje i wypuścić gotowy projekt na rynek potrzebowano przynajmniej 200 tysięcy dolarów. Oczywiście przekraczało to możliwości finansowe Jobsa i Wozniaka, zatem postanowili znaleźć inwestora. Okazał się nim młody, 33 letni milioner, który wzbogacił się na akcjach Intela - Mike Markkula. Trudno przecenić wkład jaki Markkula włoży w rozwój Apple'a przez następne dwie dekady. Ostatecznie podpisano umowę, w której Markkula zobowiązał się zainwestować 250 tysięcy dolarów za 33% udziałów, Wozniakowi i Jobsowi pozostało po 26%, a resztę przeznaczono dla późniejszych inwestorów. 3 stycznia 1977 roku ostatecznie powstała nowa spółka o nazwie Apple Computer Corporation, zatrudniając jednocześnie kilkudziesięciu nowych pracowników i przenosząc główną siedzibę firmy z garażu Państwa Jobs do nowego, dużego biurowca. Mike Markkula stał się wzorem dla 22-letniego, niedoświadczonego Jobsa. Nauczył go przede wszystkim, iż nie ważne jak dobry produkt firma wyprodukuje, jeżeli będzie miał złą opinię poniesie klęskę komercyjną. Dlatego w późniejszych produktach firmy Apple, jak iPhony czy iPody Jobs będzie zwracał baczną uwagę na nawet najmniejsze detale, takie jak sposób pakowania gotowych produktów. Sam Apple II okaże się oszałamiającym sukcesem przez najbliższe 10 lat, z łączną sprzedażą przekraczającą 6 milionów sztuk.

Komputer osobisty Lisa wyprodukowany przez firmę Apple na początku lat 80-tych. Pierwszy komputer, który posiadał myszkę i graficzny interfejs użytkownika (zamiast czarno-białej linii komend).

Cztery lata po utworzeniu z garażowego przedsiębiorstwa, zatrudniającego 2 pracowników Apple Corporation stała się jedną z największych firm w Stanach Zjednoczonych, a wchodząc na giełdę w grudniu 1981 roku wyceniana była na prawie 2 MILIARDY dolarów. Trzystu najwyższych pracowników stało się milionerami. Wartość akcji samego, 25-letniego wówczas Steve'a Jobsa w 1982 roku była wyceniana na 256 milionów dolarów. Co zatem stanowiło podstawę pod taki bezprecedensowy sukces ? Przede wszystkim wypuszczenie zupełnie nieznanego wcześniej produktu, tworząc jednocześnie nową branżę - branżę komputerów osobistych. Kiedy wcześniej przez zbyt skomplikowany sposób użytkowania komputery były zarezerwowany głównie dla pasjonatów to wraz z Apple II stały się popularne zarówno w firmach jak i w gospodarstwach domowych. Po raz pierwszy w historii użytkownik mógł kupić w pełni sprawny sprzęt, bez konieczności zewnętrznego dołączania innych komponentów. Nic zatem dziwnego, iż taki produkt musiał wytworzyć niesamowity popyt - tylko do 1981 roku sprzedano ponad 200 tysięcy jednostek. Jednak dla Steve'a Jobsa było to niewystarczające. Jest to znamienne w jego biografii, iż dopiero co ukończywszy jeden projekt od razu szukał nowych sposobów na ulepszenia. Był to ciągły przymus szukania produktu idealnego, produktu dostępnego dla szerokiej grupy odbiorców, a jednocześnie charakteryzującego się wysoką jakością i artystycznym designem. Potrzebował zatem kolejnego przełomowego pomysłu, który jeszcze bardziej zrewolucjonizuje rynek komputerów osobistych i uczyni je jeszcze łatwiejszymi w użytkowaniu. Duża część potencjalnych klientów była bowiem przestraszona czarno-białą linią komend DOS'a. Aby sprawnie korzystać z Apple II, każdy musiał poświęcić trochę czasu chociażby na zaznajomienie się z dostępnymi komendami. Potrzebny przełom znalazł się w miejscu najmniej oczekiwanym bowiem w ośrodku badawczym konkurencyjnej firmy Xerox. Zarząd firmy Xerox, której główne źródło dochodu stanowiła sprzedaż drukarek, nie widziała komercyjnego zastosowania dla projektu o tajemniczej nazwie GUI, rozwijanego przez własny ośrodek badawczy o nazwie Xerox PARC. Chętnie zatem zgodziła się udostępnić ekipie Steve'a Jobsa, mimo oburzeń inżynierów Xerox PARC, wyniki jej pracy w zamian za możliwość zakupu stu tysięcy akcji Apple. GUI, czyli Graphical User Interface (graficzny interfejs użytkownika) wprowadził Steve'a Jobsa w kompletne osłupienie. Intuicyjnie wiedział bowiem, iż to jest właśnie przełom którego potrzebował! Zastąpienie bezemocjonalnej linii komend poprzez kolorowy, graficzny interfejs, dzięki któremu użytkownik może uruchamiać aplikacje za pomocą myszki, miało stać się technologią przyszłości. Grupę projektową odpowiedzialną za stworzenie GUI dla nowego komputery Apple o nazwie LISA, powierzył genialnemu inżynierowi Billowi Atkinsowi, który ostatecznie ulepszył znacznie projekt stworzony przez Xerox PARC. To właśnie dzięki niemu zawdzięczamy m.in. możliwość jednoczesnego otwarcia, nachodzących na siebie okienek. Jedynym problem dla Steve'a Jobsa był jednak ... sam Steve Jobs, a raczej jego zuchwałe, momentami bezczelne i agresywne zachowanie wobec podwładnych. Był znany z tego, iż określenie czyjejś pracy 'badziewiem' nie potrzebowało nawet pobieżnego zapoznania się z nią! Przez liczne skargi i zażalenia ekipy pracującej nad 'Lisą' zarząd Apple ostatecznie zdecydował się na odsunięcie Steve'a od flagowego produktu firmy. Jeden z trzech założycieli, a jednocześnie największy udziałowiec został odcięty od możliwości, której tak pragnął, możliwości stworzenia produktu genialnego

Zespół pracujący nad stworzeniem Macintosha, trzeci od lewej szef projektu Andy Hertzfeld.

Kilka lat wcześniej Jef Raskin, wysoko postawiony pracownik Apple, wraz z grupą inżynierów kierował projektem stworzenia taniego komputera dostępnego dla mas, którego nazwał - od odmiany ulubionych jabłek - Macintosh. Z punktu widzenia zarządu, który główną swoją uwagę skierował na produkcję 'Lisy', projekt Raskina był projektem niszowym o niepewnych szansach powodzenia. Nic więc dziwnego, że Steve Jobs po odsunięciu od głównego projektu chciał przejąć inicjatywę nad Macintoshem. Raskin i Jobs prezentowali dwie różne perspektywy projektowe. Pierwszy chciał komputera przede wszystkim taniego, kosztującego nie więcej niż tysiąc dolarów, opartego na tanim mikroprocesorze Motorola 6809, który był w stanie wyświetlić tylko najprostszy graficzny interfejs. Raskin twierdził również, iż użycie w nim obrazkowych ikon oraz myszki byłoby niepraktyczne. Ouch! Steve Jobs natomiast był przekonany, iż Macintosh musi być przede wszystkim genialnym produktem z pełnym interfejsem graficznym oraz koniecznie z możliwością sterowania poprzez myszkę. Problemem było to, iż aby spełnić zakładane wymagania należałoby użyć sporo droższego mikroprocesora Motorola 6800 co znacząco podwyższyłoby końcową cenę produktu. Konflikt ten musiał ostatecznie być rozwiązany przez zarząd, który z chęcią przydzielił trudnemu do kontroli Jobsowi nieistotny - jak wtedy sądzono - projekt Macintosha. Jobs poczuł się znowu, jakby wrócił do garażu, gdzie z grupką swoich zaufanych ludzi, których sam nazywał piratami miał szansę stworzyć coś niesamowitego. Na czele projektu inżynierskiego postawił Andy'iego Hertzfielda, doświadczonego już w pracach nad Apple II. Resztę zespołu miał w zwyczaju kompletować w swój, szczególny sposób. Otóż potencjalnych kandydatów zapraszał najpierw na pokaz modelu tworzonego Macintosha i starał się zobaczyć na ile widoczny jest w nich zachwyt. Jeżeli od razu siadali i starali się klikać myszką wiedział, iż właśnie tych ludzi potrzebuje. Motywem przewodnim projektu był ... rower. W młodości Steve Jobs był zafascynowany diagramem w prasie naukowej szeregującym gatunki pod względem największej wydajności przy poruszaniu się na odległość stu metrów. Na pierwszym miejscu widniał kondor, a człowiek znajdował się na samym końcu stawki. Jeżeli jednak człowiekowi udostępnimy rower, bezapelacyjnie bije wszystkie pozostałe gatunki. Tym właśnie miał być Macintosh - rowerem dla ludzkich zdolność intelektualnych. Z początkiem 1982 roku miał już skompletowany i zmotywowany zespół gotowy do działania.

Podczas pracy nad komputerem, który według Jobsa miał zostawić trwały ślad we wszechświecie, ujawnił się w całej swojej krasie sposób zarządzania zespołem przez młodego założyciela Apple'a. Nikt nie był nigdy pewien, czy jego praca będzie nazwana 'badziewiem', czy 'inżynierskim geniuszem'. Steve Jobs miał w zwyczaju bardzo często zmieniać zdanie. Był osobą bardzo spostrzegawczą, dzięki czemu łatwo potrafił rozpoznawać emocjonalne słabości innych ludzi co bezpardonowo wykorzystywał. Przy krytyce był tak brutalny, iż niejednokrotnie sprowadzał swoich pracowników do łez, kontrastowo jednak mógł sprawić, zachwalając ich pracę, aby inni czuli się najlepszymi pracownikami firmy. O dziwo taki system zarządzania sprawdzał się, a jego podwładni sami zmuszali się, częściowo ze strachu, a częściowo z chęci uzyskania aprobaty, do pracy na maksimum swoich możliwości. Steve Jobs miał jednak jeszcze jedną istotną cechę sprawnego lidera, co zespół pracujący nad Macintoshem, zapożyczając z serialu Star Trek nazwał 'polem zaginania rzeczywistości' (reality distortion field). Nie brał bowiem pod uwagę, iż czegoś zrobić nie można, zmuszając jednocześnie przestraszonego pracownika do wykonania czegoś, co wydawało się wcześniej niemożliwym. Zaginał wtedy rzeczywistość do własnej woli. Najczęściej jednak okazywało się to świetnym sposobem motywacyjnym i chociaż nie zawsze udawało się sprostać, wcześniej ustalonym, 'niemożliwym' wymaganiom to zespół nabierał przekonania, iż faktycznie jest zdolny zrobić rzeczy niesamowite.

Macintosh - komputer osobisty ostatecznie wyprodukowany w 1984 roku przez firmę Apple, stał się pierwszym - po nieudanej Lisie - komputerem z pełnym graficznym interfejsem użytkownika oraz myszką. Przyczynił się do znacznej popularyzacji komputerów.

Zgodnie z zasadą kultywowaną przez Jobsa - prostota jest prawdziwym wyrafinowaniem - design Macintosha miał być prosty i estetyczny. Dodatkowo sam komputer miał budzić przyjazne skojarzenia, aby każdy chętnie z niego korzystał. Jak sam Jobs wielokrotnie wspominał, przy idealnym produkcie musiały zbiec się dwie, pozornie odległe dziedziny - inżynieria i sztuka. Steve postrzegał siebie jako artystę, a jego produkt miał być nie tylko użyteczny, ale przede wszystkim piękny, miał być dziełem sztuki nowoczesnej. Zwracał zatem uwagę na najdrobniejsze szczegóły, takie jak np. paski narzędzi. Kiedy zakłopotani pracownicy pytali się, dlaczego trzeba przez kilka tygodni poprawiać tak coś mało znaczącego jak paski narzędziowe, oburzony Steve Jobs odrzekł, że przecież użytkownicy będą widzieć je codziennie! Muszą być zatem idealne. Do wykonania ostatecznego designu obudowy Jobs zatrudnił niemieckiego artystę, wcześniej pracującego przy wyglądzie produktów Sony, Hermuta Esslingera. Zaproponował on, iż design Macintosha powinien mieć zakodowane 'amerykańskie DNA' z 'kalifornijskim wyglądem' zainspirowanym 'seksapilem Hollywood'u'. W taki oto sposób Macintosh nabrał wyglądu białej obudowy z zaokrąglonymi rogami i cienkimi wgłębieniami po bokach.

Przed wprowadzeniem Macintosha do produkcji seryjnej Apple musiało zmierzyć się z innym problemem - wybraniem nowego prezesa. Mike Markkula, piastujący urząd od dwóch lat po odejściu Micheala Scotta nie chciał dłużej łagodzić wewnętrznych konfliktów, szczególnie pomiędzy Jobsem, a resztą wysokich pracowników. Ostateczny wybór padł na Johna Sculley, słynnego marketingowca z Pepsi Corporation. Początkowo Sculley, mimo obiecanej pensji miliona dolarów rocznie wahał się przed podjęciem decyzji, ale ostatecznie Steve Jobs, który wierzył, iż jest on najlepszym kandydatem, przekonał go słynnym pytaniem:

Czy chciałbyś resztę życia spędzić sprzedając cukrowaną wodę, czy wolałbyś zmieniać świat ?

. Początkowo relacja Jobs-Sculley układała się wyśmienicie. Wydawałoby się, iż obaj panowie stali się najlepszymi przyjaciółmi. Jobs upatrywał w Johnie ojcowskiej postaci, a Sculley twierdził, iż Steve jest jego idealną kopią z młodości. Historia jednak uczy nas, iż nawet najlepiej zapowiadająca się dwuwładza kończy się zazwyczaj bratobójczym konfliktem. Konflikt ten, pomiędzy prezesem Sculley, a założycielem Jobsem miał się już ujawnić podczas wypuszczania Macintosha na rynek ...

Rewolucja 1984 roku


Reklama komputera Macintosh nawiązująca do książki George'a Orwella 'Rok 1984'

24 stycznia 1984 roku. Najważniejszy dzień w dotychczasowym życiu Steve'a Jobsa. W ciągu ostatnich dwóch lat dominacja Apple II została zatrzymana przez IBM PC, komputer najstarszego koncernu informatycznego IBM, którego sprzedaż gwałtownie rosła. Steve Jobs, jak i cały zarząd Apple'a dobrze zdawał sobie sprawę, iż w dniu premiery Macintosha, który był jedyną nadzieją na odzyskanie większości rynku, wszystko musi pójść idealnie. Przez ostatni tydzień drobiazgowo przygotowywano każdy szczegół prezentacji. Steve Jobs wielokrotnie powtarzał uprzednio napisany scenariusz. Stał właśnie przed szansą nie tylko zaprezentowaniu światu swojego najnowszego produktu, ale również przedstawieniu publiczności show, którego nie powstydziłyby się teatry dramatyczne. Większość dziennikarzy zgodnie przyznaje, iż Steve Jobs miał niezwykły dar zaczarowywania swojej widowni podczas prezentacji nowych produktów, i nie ważne czy był to Macintosh w 1984 roku czy iPad ponad 25 lat później, po zakończeniu wszyscy pragnęli nabyć ów 'cud technologii', który 'zmieni świat'. Nie zadziwia zatem fakt, iż gdy charyzmatyczny założyciel Apple ostatecznie wyszedł na scenę tłum przywitał go gorącymi owacjami na stojąco, które zazwyczaj można spotkać na koncertach supergwiazd muzyki popularnej. Gdy tłum ucichł Steve Jobs rozpoczął :

Mamy rok 1984. Wygląda na to, iż IBM pragnie zagarnąć wszystko. Sprzedawcy, początkowo witający IBM z otwartymi rękoma, teraz drżą przed kontrolą i dominacją IBM, wiedząc, iż Apple jest jedyną nadzieją na wolną przyszłość. IBM koncentruje teraz swoje wszystkie siły na swoją ostatnią przeszkodę do pełnej kontroli rynku - Apple. Czy zdominuje całkowicie rynek komputerowy ? Erę cyfryzacji ? Czy George Orwell miał rację ?

Zanim zdumiały tłum miał czas, aby ochłonąć zgasły światła i pojawiła się jedna z najsłynniejszych reklam w historii, nakręcona przez samego Ridleya Scotta. Nawiązywała oczywiście do antyutopijnej książki George'a Orwella ' rok 1984', w której państwo ma pełną kontrolę nad swoimi obywatelami. Gwarancją kontroli miała być właśnie dominacja IBM na rynku komputerowym. Jedynie Apple, która w reklamie była przedstawiona jako wolna kobieta, która ostatecznie niszczy młotem ciemiężyciela wyzwalając jednocześnie zmanipulowanych ludzi. Po chwili światła znów rozbłysły i tłum zobaczył Steve'a Jobsa podchodzącego do niewielkiego stolika, na którym mienił się najnowszy Macintosh. W rytm muzyki 'Rydwany Ognia' Steve Jobs rzekł : - 'Ostatnio dużo mówiliśmy o Macintoshu, ale teraz, chciałbym pozwolić mu mówić za siebie'. Powiedziawszy to wcisnął przycisk i widzowie usłyszeli elektroniczny głos: 'Cześć! Jestem Macintosh. Wybaczcie, iż nie jestem zbytnio przyzwyczajony do publicznych przemów. Oczywiście mogę mówić dalej, ale wolałbym oddać głos komuś, kto był dla mnie jak ojciec - Steve Jobs'. Tłum oszalał z radości, skacząc i wykrzykując 'Macintosh!'. Od tego momentu dramatyczne przedstawienia stały się znakiem rozpoznawczym założyciela Apple'a.

Odejście z Apple

Macintosh, komputer osobisty wyprodukowany przez Apple w 1984 roku ukazał się na okładkach wielu magazynów.

Pierwszy Macintosh był komputerem bez wątpienia przełomowym. Po raz pierwszy bowiem, dzięki graficznemu interfejsowi użytkownika każdy, bez wcześniejszego przygotowania mógł od razu korzystać z jego dobrodziejstw. System operacyjny 'maca' był na tyle innowacyjny, iż Microsoftowi skopiowanie go i wydanie jako pierwszą wersję 'Windowsa' zajęło ponad cztery lata! Niestety nie był on, jakby pragnął Steve Jobs, produktem idealnym. Przede wszystkim jego artystyczny wygląd znacznie obciążał zawarte 128 kilobajtów pamięci RAM co czyniło go niezwykle powolnym i skłonnym do tzw. 'zacięć'. Drugą rzeczą była jego cena. Początkowo planowano, aby kosztował poniżej 2 tysięcy dolarów, dzięki czemu byłby dostępny dla szerokiego grona odbiorców, jednak wspomniany już CEO Apple'a John Scully ostatecznie ustalił ją na ponad 2.5 tysiąca. Steve Jobs po latach wspominał, iż właśnie to było powodem braku dominacji Macintosha na rynku. Początkowo zatem wysoka sprzedaż, wynikająca głównie z ekscytacji dramatyczną prezentacją stopniowo zaczęła spadać, aż w 1985 roku stanowiła zaledwie 10% sprzedaży przewidywanej. Nic więc dziwnego, iż nastroje w firmie nie były najlepsze. Kolejnym istotnym problem Apple'a było zachowanie samego Steve Jobs. Jobs, mimo iż jego pozycja po prezentacji Macintosha znacznie się umocniła zachowywał się jeszcze bardziej ordynarnie w stosunku do współpracowników, co spowodowało głośne odejścia. Pierwsza ofiarą był głównodowodzący projektem 'maca' Andy Hertzfeld, który nie wytrzymał ciągłej krytyki, notorycznie słysząc od Jobsa, iż "nie jest tak istotny dla firmy, jak mu się wydaje". Następnymi byli Burrell Smith oraz Bruce Horn, którzy na pożegnanie usłyszeli, iż "wszystko co złe w Macu to wasza wina!". Jednak największym ciosem dla firmy było odejście założyciela Steve'a Wozniaka, który pracując nad ulepszeniami komputera Apple II był zbyt rozżalony, iż firma nie poświęca jego zespołowi żadnej uwagi. Po złożeniu rezygnacji założył własną, małą firmę zajmującą się stworzeniem wielofunkcyjnego pilota. Aby ukazać bezprecedensowość Jobsa warto wspomnieć, iż kiedy odwiedził biuro przyjaciela i byłego wspólnika zauważył, iż design planowanego pilota jest oparty na szkicach designu produktów Apple. Wściekły Jobs zakazał Wozniakowi korzystania z czegokolwiek co mogłoby kojarzyć jego pilot z produktami firmy, którą nota bene sami założyli 10 lat wcześniej. Zagranie to stanowiło rodzaj wyrafinowanej zemsty wobec osoby, bez której Jobs ciągle byłby szeregowym (i prawdopodobnie nielubianym) pracownikiem Atarii.

Obok powyższych kwestii, drobiazgowość Jobsa piętrzyła kolejne problemy, rozkazał m.in. aby wszystkie roboty, produkujące Macintosha były przemalowane na błękitny kolor, ignorując kompletnie ostrzeżenia, iż może to zaszkodzić dokładności bardzo precyzyjnym maszynom. Ostatecznie obawy potwierdziły się, a cały błękitny sprzęt fabryczny nadawał się do recyklingu. W takich warunkach zarząd musiał przedsięwziąć środki zaradcze. Upoważnił prezesa Scully'ego do podjęcia wszelkich działań, aby rozwiązać problem z kłopotliwym założycielem. Ostatecznie pomysł padł, aby utworzyć specjalny oddział pracujący nad nowymi technologiami, zwany AppleLabs pod kierownictwem Steve'a Jobsa, który mógłby robić to co kocha najbardziej - z grupą wybranych inżynierów pracować nad nowymi pomysłami firmy. Steve Jobs nie należał jednak do osób, które łatwo oddają kontrolę. Postanowił wszcząć swego rodzaju spisek, który miał na celu odsunięcia Scully'ego od władzy za pomocą zjednywania sobie kolejnych sojuszników wśród najwyżej postawionych pracowników. Kiedy jednak sam Scully dowiedział się o planowanej intrydze zebrał walne zgromadzenie, na którym przedstawił ultimatum: albo on, albo Jobs. Głosowanie członków zarządu okazało się dla niego pomyślne, a Steve Jobs musiał utracić wszelką kontrolę nad działalnością firmy, pozostając na, bliżej nieokreślonym, stanowisku przedstawiciela medialnego. Jego ostatnie wystąpienia, jako pracownika Apple'a miało miejsce w Związku Radzickim w związku z wypuszczaniem Macintosha na rynek rosyjski. Nawiązał w nim do Lwa Trockiego , jednego z przywódców rewolucji ostatecznie odsuniętego od władzy, z którym Jobs utożsamiał własną sytuację.

NeXT

Logo nowej firmy Jobsa 'NeXT', za które zapłacił 100 tysięcy dolarów.

Jeszcze przed ostatecznym opuszczeniem Apple'a 30-letni Steve Jobs z majątkiem szacowanym na 100 milionów dolarów miał już pomysł na rozpoczęcie nowej działalności. Pomysł nasunął mu zaprzyjaźniony biolog, który ciągle narzekał na powolne działanie komputerów w laboratoriach. Komputery połowy lat 80-tych były zdecydowanie zbyt słabe aby wykonywać w zadowalającym tempie złożone obliczenia naukowe. To miała być nisza, którą miała wypełnić nowa firma 'next' - nazwa nawiązująca do decyzji Steve'a Jobsa, aby po odejściu z Apple'a 'pójść o krok dalej'. Kluczowym pracownikiem nowego przedsięwzięcia miał być Dan'L Lewin odpowiedzialny w Apple'u za kontakty z uniwersytetami. Nic zatem dziwnego, iż zarząd Apple'a był negatywnie nastawiony do nowego pomysłu byłego założyciela odnośnie utworzenia częściowo konkurencyjnej firmy, ale dopiero po usłyszeniu, iż Jobs ma zamiar zabrać ze sobą kilku kluczowych pracowników wpadł w prawdziwą wściekłość. Wytoczono oficjalny pozew sądowy przeciwko Jobsowi, który miał, łamiąc zasady biznesowe, po kryjomu nakłaniać pracowników Apple do zmiany zatrudnienia Ostatecznie uzgodniono kompromis, w którym next zobowiązał się do produkcji wyłącznie sprzętu na użytek uniwersytetów, czyli tym samym bezpośrednio nie konkurować z Apple. Tworząc nowe przedsiębiorstwo Steve Jobs uzyskał całkowitą wolność prowadzenia firmy bez narzucającej się i nie rozumiejącej idei 'genialnych produktów' rady nadzorczej. Owa wolność miała się jednak okazać jedną z najtrudniejszych biznesowych lekcji w życiu Jobsa.


Ekipa firmy NeXT podczas pracy. Czy Ciebie urzekłaby charyzma młodego Steve'a Jobsa?

Bez jakiejkolwiek kontroli, jaką wcześniej sprawował zarząd Apple, Steve Jobs mógł bezgranicznie spełnić swoje artystyczne fantazje. Najpierw zatrudniono jednego z najsłynniejszych grafików Paula Randiego, który opracował nowy logotyp firmy (za który Jobs zapłacił astronomiczne 100 tys. dolarów!). Przedstawiał on trójwymiarowy sześcian z napisem NeXT, literką e nawiązując do słowa edukacja oraz do jednego z najsłynniejszych równań fizyczny e = mc(kwadrat). Od tej pory cała firma next przekształciła swoją nazwę w NeXT. Następnie Steve Jobs, nie zrażając się wcześniejszymi konsekwencjami postanowił przemalować nowo zakupiony sprzęt fabryczny na jasny błękit. Sama fabryka musiała mieć ściany w idealnej, muzealnej bieli, a cały sprzęt przestawiono aby pracował od prawej do lewej strony. Siedziba główna firmy, mimo iż mieściła się w zupełnie nowym budynku, musiała przejść gruntowny remont (postanowiono np. przemieścić windy do głównego hallu, aby nadać wejściu 'bardziej dramatyczny charakter'). Najęto specjalnych artystów, aby zaprojektowali schody stwarzające wrażenie unoszenia się w powietrzu (warto wspomnieć, iż akurat ten pomysł nie poszedł na marne, bo użyto go później przy budowie specjalnych sklepów Apple Store). Największy jednak nacisk Steve Jobs położył na wygląd późniejszego komputera. Miał on być kształtu idealnego sześcianu (aby tego dokonać kupiono specjalne masy odlewnicze o astronomicznej wartości 650 tysięcy dolarów) ze specjalnie zdobionymi śrubami. Jednak chyba najbardziej wyraźnym przejawem niekontrolowanej wizji artystycznej Steve'a Jobsa było pokrycie całej obudowy specjalną, matową powierzchnią nawet od strony wewnętrznej, dostępnej i tak tylko dla serwisu! Również sposób w jaki Jobs zarządzał zespołem doszedł do maksymalnych skrajności - jednego dnia mógł być on niezwykle inspirujący i charyzmatyczny, a następnego niesprawiedliwie obcesowy, żeby nie powiedzieć brutalny. Częściowo właśnie przez cechy charakteru, a częściowo przez zakodowaną chęć do kontroli nad całością produktu nie doszło do realizacji porozumienia pomiędzy Stevem Jobsem i IBM'em, które faktycznie mogłoby zmienić bieg komputerowej historii. Oprócz bowiem prac nad nowym sprzętem komputerowym pracownicy NeXT głowili się nad nowym system operacyjnym o nazwie NeXTSTEP, które zamierzano licencjonować również na komputery firm zewnętrznych. Zawarto bowiem porozumienie, na mocy którego IBM miałby zrezygnować z dopiero raczkującego i mało innowacyjnego Windows'a firmy Microsoft na rzecz właśnie NeXTSTEP. Z powodu jednak nieporozumień komunikacyjnych jak i wrodzonej niechęci Jobsa do koncernu IBM do realizacji umowy nie doszło (dlatego właśnie obecnie większość korzysta z oprogramowania firmy Billa Gatesa).

Wyprodukowanie pierwszych komputerów zajęło nowej firmie Steve'a Jobsa 3 lata. W październiku 1988 roku zaplanowano oficjalną prezentację produktu, który miał 'odmienić świat nauki'. Steve Jobs po raz kolejny stanął na wysokości zadania i przedstawił w niezapomniany sposób 'najgenialniejszy komputer jaki stworzył'. Jeden z dziennikarzy po występie napisał, iż prezentacje nowych produktów Jobsa w porównaniu z innymi wyglądają jak Sobór Watykański II przy niedzielnej mszy w lokalnym kościółku. Niestety faktów na dłuższą metę nie można przysłonić teatralną oprawą i kilkoma dobrze skrojonymi peanami, a faktem podstawowym było, iż komputer NeXT był przede wszystkim zdecydowanie zbyt drogi. Ostateczną cenę ustalono na 6.500 $, kiedy środowiska akademickie były zainteresowane kupnem maszyn nie przekraczających ceną 2.000 $. Szacunkowo planowano sprzedawać minimum 10 tysięcy komputerów miesięcznie, niestety już w pierwszych kwartałach po prezentacji sprzedaż nie przekraczała 400 sztuk! Nowo wymalowane maszyny produkcyjne w pięknie zaprojektowanej fabryce stały przez większość czasu bezczynne, a Steve Jobs musiał zmierzyć się z faktem, iż jego nowy pomysł jest kompletnie nierentowny.

Pixar


Krótkometrażowy film animowany wyprodukowany przez studio Pixar, który stał się podstawą pod Toy Story.

George Lucas uwikłany w kosztowny proces rozwodowy nie był dłużej w stanie utrzymywać jednego ze swoich wydziałów animacyjnych, zatem pilnie potrzebował kupca. Już w 1985 roku zwrócono się z tą propozycją do Steve'a Jobsa, który od zawsze poszukiwał cech wspólnych sztuki i technologii. Zarząd Apple nie był jednak zainteresowany nowymi inwestycjami, nie wspominając o tym, że był bardziej zajęty ograniczaniem wypływu samego Jobsa na losy firmy. Do finalizacji umowy mogło zatem dojść dopiero w styczniu 1986 roku, kiedy Steve Jobs ostatecznie pożegnał się z Apple. Ustalono, iż zakupi 70% udziałów za 10 milionów dolarów. Głównym produktem nowego przedsiębiorstwa był komputer o nazwie Pixar Image Computer, skąd wzięto nazwę Pixar. Mimo, iż dział produkcji filmów animowanych prowadzonych przez genialnego artystę Johna Lassetera był niezwykle istotny dla Jobsa, głównym produktem firmy miało być oprogramowanie do tworzenia grafik trójwymiarowych dla szerokiej grupy odbiorców. Według pomysłu samego Jobsa oprogramowanie powinno umożliwiać tworzenie zaawansowanych grafik przy jednoczesnym prostym interfejsie użytkownika. Ostatecznie jednak, pomimo wydania kilku naprawdę dobrych programów graficznych produkty Pixar nie były w stanie konkurować z konkurencyjnymi programami firmy Adobe, które dzięki uproszczonej strukturze bardziej odpowiadały potrzebom hobbystycznym użytkownikom. Rok rozliczeniowy 1987 musiał być szczególnie trudny dla Jobsa. Brak bliskiej perspektywy rentowności NeXTa oraz fakt, iż Pixar przynosi straty, pomimo iż Jobs zainwestował w jego rozwój aż 50 milionów dolarów nie mógł budzić optymistycznych myśli. Pomoc miała jednak nadejść już rok później i to z zupełnie niespodziewanej strony. Oddział animacyjny Pixara, który wprawdzie tworzył genialnie wyglądające animacje, ale z powodu braku pomysłów na jego szersze, komercyjne wykorzystanie był traktowany jako projekt kompletnie drugoplanowy. Wszystko miało się zmienić w 1988 roku kiedy grupa Johna Lassetera wytworzyła swój pierwszy, dłuższy bo kilkuminutowy film animacyjny o ożywionych dziecięcych zabawkach - koncept, który już od wielu lat był artystyczną fantazją Lassetera. Produkcja nazwana Tin Toy okazała się wielkim sukcesem, zdobywając tego samego roku Oskara za najlepszy film animowany. Mimo, iż 5-minutowy Tiny Toy nie był wstanie przynieść konkretnego zysku finansowego, stał się początkiem zupełnie nowej ery filmów animowanych. Produkcją studia Pixar zainteresował się bowiem gigant filmów dla dzieci - Disney, co zaowocowało długotrwałą współpracą, która miała przemienić filmy animowane bardziej niż cokolwiek innego od 1937 roku, kiedy to Walt Disney wydał Królową Śniegu.


Toy Story wyprodukowany w 1995 roku film animowany przez studio Pixar, ratując Steve'a Jobs od finansowej upadłości.

Jeffrey Katzenberg szef oddziału animacyjnego Disney'a nie odbiegał upartością od Jobsa. Jak wspominają pracownicy Pixara widok dwóch zaciętych biznesmenów, jakimi niewątpliwie byli zarówno Katzenberg jak i Jobs negocjujących szczegóły projektu wspólnego filmu przypominał szermierczy pojedynek na najwyższym poziomie. Jednak oboje byli świadomi, iż to Jobs walczy krótszą szpadą - Pixar był upadającą firmą tonącą w długach, której znacznie bardziej zależy na finalizacji wspólnego projektu niż Disney'owi. Ostatecznie do porozumienia doszło w maju 1991 roku, w której ustalono, iż Pixar otrzyma 12,5% zysków ze sprzedaży biletów, ale to właśnie Disney będzie miał wyłączne prawo do stworzonych postaci, jak i ewentualnego wydania kolejnych części. Wspólny film miał opierać się na pomyśle ożywionych zabawek Johna Lassetara o nazwie 'Toy Story'. Produkcją miał się zająć zespół animacyjny Pixara, a Disney miał być odpowiedzialny głównie za dystrybucję. Główną fabułę oparto o początkowo szorstką przyjaźń dwóch głównych postaci kowboja Woody'iego i astronomicznego wojownika Buzza. Ciekawostką jest, iż w początkowych założeniach Woody miał być postacią wskroś negatywną: zazdrosną, żądną władzy i poklasku, skłonną do osiągania swoich celów wszystkimi możliwymi środkami. Nawet Tom Hanks, który podkładał głos pod Woody'iego przyznał, iż 'jest on prawdziwym gnojkiem'. Jednak po stworzeniu pilotażowych scen w listopadzie 1993 roku John Lasseter uznał, iż jest to niewłaściwe podejście. Zadecydował, iż należy napisać scenariusz od nowa, tworząc z Woody'iego bardziej przyjacielskiego przywódcę grupy zabawek, aniżeli bezrefleksyjnego tyrana i nawet jeśli pozostawiono wątek zazdrości w stosunku do Bazz'a był on przedstawiony w sposób znacznie bardziej wyrozumiały.

Ostateczne ukończenie filmu miało miejsce w listopadzie 1995 roku. Już sama premiera ukazała pewne starcia na linii Pixar-Disney i wewnętrzną walkę o ojcostwo nad 'Toy Story'. Czy był to film Pixara, a Disney odpowiadał tylko za dystrybucję, czy raczej Pixar był tylko pomocą w tworzeniu animacji pod film Disney'a ? Disney zorganizował premierę w Los Angeles z gwiazdami podkładającymi głos jak Tom Hanks, czy Steve Martin , natomiast Steve Jobs w San Francisco z gwiazdami doliny krzemowej takimi jak Larry Elison - CEO firmy Oracle, prywatnie wieloletni przyjaciel Jobsa, czy prezes Intela Andy Grove. Toy Story okazał się najbardziej kasowym filmem roku, wyprzedzając Apollo 13, zarabiając 362 miliony dolarów ze sprzedaży biletów. Jeszcze przed premierą Steve Jobs postanowił o zaryzykowaniu z wejściem Pixara na giełdę, tydzień po premierze Toy Story. Pixar IPO (Initial Public Offering) okazało się jeszcze większym sukcesem niż premiera ich pierwszego filmu. Cena akcji z zaplanowanej początkowo stawce 14$ pod koniec dnia urosła do 39$ ustanawiając wartość firmy na 1.5 miliarda dolarów. Kiedy jeszcze kilka lat temu Steve Jobs z wielką chęcią sprzedałby Pixara za włożone wcześniej 50 milionów dolarów teraz wartość 80% akcji jakich posiadał były warte 1.2 miliarda! Sukces giełdowy zapewniał również mocniejszą pozycję przy negocjowaniu następnej umowy z Disneyem, z którym umówiono się na minimum 5 następnych filmów, jednakże tym razem aż 50% profitów miało należeć do Pixara. Współpraca zaowocowała kolejnymi kasowymi hitami jak: Dawno temu w trawie, Potwory i spółka, czy Gdzie jest Nemo?. Ostatecznie w 2005 roku Disney nabył Pixara za ponad 7 miliardów dolarów w akcjach czyniąc z Jobsa największego udziałowca (7% akcji). Pixar zachował jednak częściową niezależność, z własnym biurem i odrębną nazwą, dlatego właśnie współczesne produkty studia są opatrzone marką Disney-Pixar.

Życie prywatne

Steve Jobs ze swoją pierwszą córką Lisą w 1989 roku.

Lata siedemdziesiąte wśród młodych osób charakteryzowały się, oprócz eksperymentów narkotycznych skomplikowanymi relacjami damsko-męskimi. Nie inaczej toczyła się historia związku Steve'a Jobsa z Chrisann Brennan. Oboje schodzili i rozchodzili się co najmniej kilkukrotnie, aby w międzyczasie wiązać się ze wspólnymi znajomymi. Ostatecznie, w czasie gdy Steve Jobs pracował w Atarii zamieszkali razem, wraz z Danielem Kottke w wynajętym domu nazwanym Rancho Suburbia. Mimo, iż w tamtym czasie Steve i Chrisann żyli bardziej na stopie przyjacielskiej, mieszkanie pod jednym dachem sprzyjało kontaktom fizycznym pomiędzy nimi, więc w ciągu kilku miesięcy Brennan zaszła w ciążę. Steve Jobs zaskoczony nową sytuacją wykorzystał sposób, z którego często korzystał, gdy nie chciał się z czymś zmierzyć - kompletną ignorancję. Chrisann wydawało się, iż momentami Jobs nie jest świadomy tego, iż zostanie ojcem. Nawet po przyjściu córeczki na świat, której nadano imię Lisa Jobs wręcz otwarcie zaprzeczał, iż to on jest ojcem - nawet po pozytywnych testach DNA (ówczesne testy dawały około 95% pewności). Ostatecznie Chrisann wyprowadziła się z Lisą do innego mieszkania, a sąd nakazał Jobsowi wypłacanie alimentów w wysokości 385$ miesięcznie, dając mu prawo odwiedzin, z którego Jobs bardzo rzadko korzystał. Ironią losu jest tutaj fakt, iż 23-letni Jobs był w tym samym wieku co jego biologiczni rodzice, gdy oddali go do adopcji, a teraz to on praktycznie porzuca własną córkę. Z Chrisann spotykał się kilka razy w roku, aby przedyskutować jedynie kwestie finansowe dotyczące Lisy, która do ósmego roku życia nie poznała swojego ojca.

Kolejnym istotnym związkiem Jobsa był związek z kilkanaście lat starszą, słynną piosenkarką Joaną Baez, która miała 14 -letniego syna Gabriela. Podczas jednej z rozmów napomknęła, iż uczy syna korzystać z maszyny do pisania. 'Ależ maszyny do pisania to antyki!' - odrzekł Jobs, na co Joan smutnie odpowiedziała: -'Jeżeli maszyny do pisania to antyki to czym ja jestem ?'. Przyjaciółka Jobsa z czasów studenckich Elizabeth Holmes spekuluje, iż istotnym powodem, dlaczego Jobs spotykał się z Baez, był fakt, iż w latach 60-tych była kochanką muzycznego idola Steve'a - Boba Dylana. Po 3 latach ich romantyczny związek zakończył się, a Steve i Joan pozostali jedynie przyjaciółmi. Pierwszą kobietą, która była w stanie znieść wszelkie uroki bycia z Jobsem była młoda studentka Laurene Powell. Pierwszy raz poznali się, gdy Steve Jobs był zaproszony do wygłoszenia przemówienia na biznesowym wydziale uniwersytetu Stanford. Niektórzy wraz z Andy Herztfeldem na czele spekulowali, iż 'przypadkowe spotkanie' było szczegółowo zaplanowane przez samą Laurene. Faktem jest, iż od tamtego momentu spotykali się niezwykle często, aż 18 marca 1991 roku, 36-letni Jobs poślubił 27-letnią Powell. Sama ceremonia ślubna była przeprowadzona przez duchowego nauczyciela Zen Steve'a Jobsa - Kobun Chino. Mimo wspaniale wyglądającego tortu ślubnego większość gości uznała go za niejadalny - spełniał bowiem wegańskie wymagania Jobsa (upieczony bez wykorzystania jajek, mleka lub innych przetworzonych produktów). Na weselu była również obecna Lisa, której od momentu ślubu Jobs poświęcał więcej uwagi. Samo małżeństwo, mimo wielu trudniejszych chwil miało okazać się stabilne i trwać, aż do śmierci Jobsa 20 lat później.

Wielki powrót

Jedyny innowacyjny produkt Apple'a od wydania Macintosha 10 lat wcześniej - palmtop Newton nie był w stanie wyprowadzić firmy z finansowych tarapatów.

Początek lat 90-tych był dla Apple niezwykle trudnym okresem. Microsoft, wydając w 1990 roku Windows 3.0. ostatecznie skopiował większą część funkcjonalności graficznego interfejsu użytkownika komputerów Apple tym samym rozpoczynając ewidentną dominację sprzętów z rodziny IBM. Kiedy 5 lat później światło dzienne ujrzał Windows 95 Apple stał na granicy upadku. Wartość jego akcji z 1991 roku ( 70$ ) spadła do zatrważającej sumy 14$. Tylko w ostatnim roku Apple zanotował straty wynoszące miliard dolarów. Co było przyczyną tak fatalnej sytuacji ? Przede wszystkim brak innowacyjnych pomysłów. Jak twierdził Steve Jobs cały zarząd Apple był bardziej zainteresowany wyciągnięciem jak największych ilość pieniędzy z obecnych produktów, niż tworzeniem nowych. Jedyne nowinki produkcyjne Apple'a takie jak elektroniczny notatnik Newton były wadliwe i mało praktyczne. Jak długo zatem wysłużony Macintosh z roku 1984 miał konkurować z produktami początku lat 90-tych wyprodukowanymi przez inne firmy. W takich warunkach nie mogła pomóc nawet zmiana prezesa na budzącego nadzieje, energicznego Gila Amelio. Zarząd musiał stopniowo oswoić się z myślą, iż jedyną szansą dla Apple'a jest nie kto inny jak sam Steve Jobs. Postanowiono zatem o zakupie całej firmy NeXT za 400 milionów dolarów (oprócz samej osoby Jobsa, Apple nagminnie potrzebował nowego systemu operacyjnego, aby móc konkurować z Windowsem, a NeXTSTEP był świetnym kandydatem). Początkowo Jobs nie był zainteresowany ostatecznym powrotem do Apple'a. Jak sam twierdził był wtedy prezesem Pixara i każdą wolną chwilę wolał spędzić z poszerzającą się rodziną. Ostatecznie zgodził się ponownie zostać pracownikiem Apple'a, ale pod bardzo rygorystycznymi warunkami. Prezes Gil Amelio jak i cały zarząd Apple'a, łącznie z dawnym wspólnikiem Mike'em Markkulą musiał zostać zwolniony. Podstawiona pod ścianą grupa udziałowców Apple'a przystała na te warunki. Drastyczne środki miały okazać się właściwe. Jeszcze w dniu publicznego ogłoszenia powrotu Jobsa cena akcji Apple'a podskoczyła o 33%. A miał to być dopiero początek złotej ery firmy, która od nieuchronnego upadku w 1996 roku przekształciła się w najbogatsze światowe przedsiębiorstwo 15 lat później, rewolucjonizując po drodze współczesny świat.

iCEO


Materiał CNN opisujący powrót Steve'a Jobsa do Apple.

Steve Jobs zakładał, iż jego powrót do Apple'a jest tylko tymczasowy a stery firmy będzie dzierżył do momentu wybrania nowego prezesa. Jego oficjalny tytuł brzmiał zatem iCEO (interim chief executive) - prezes okresowy. Jednakże już jego pierwsze decyzje świadczyły o tym, iż mimo tymczasowości swojego stanowisko zmiany w firmie zamierza wprowadzić trwałe. Przede wszystkim postanowił znacznie ograniczyć liczbę modeli wypuszczanych na rynek - liczbę, która za rządów poprzednich prezesów urosła do niebagatelnych rozmiarów, w której połapać nie mogli się sami pracownicy Apple'a. Na spotkaniu zarządu Jobs wyłuszczył rozwiązanie aż nazbyt obrazowe. Narysował bowiem dwie prostopadłe diagonalne, na pionowej zaznaczając: Consumer, Pro, a na poziomej Desktop oraz Portable. Wykres prezentował cztery główne dziedziny, którymi powinien zająć się Apple - oddzielne urządzenie desktopowe dla zwykłych klientów (co później przerodziło się w iMac'a) oraz profesjonalistów (Power Macintosh G3) oraz przenośne dla zwykłych klientów (iBook) oraz profesjonalistów (PowerBook G3). Zapewne zastanawiasz się skąd wzięła się ta - słynna dzisiaj - literka i przed nazwą niektórych produktów. Odpowiedź jest dosyć kuriozalna - otóż urządzenia końca lat 90-tych często były obudowane w topornie działające modemy co utrudniało sprawne połączenie się z internetem. Literka i przed nazwą produktu oznaczała po prostu, iż jest on obudowany w taki modem, który zapewnia bezproblemowe połączenie z siecią internet.


Reklama z 1997 roku - Think Different, mając zmienić postrzeganie brandu Apple.

Kolejnym istotnym problemem podnoszącej się z upadku firmy była tzw. customer awerness, czyli w jaki sposób klienci kojarzą markę Apple. Od bezapelacyjnie udanej kampanii reklamowej z roku 1984 minęło już 13 lat i przeciętny odbiorca kojarzył ją bardziej w kontekście historycznym, aniżeli jako współczesną firmę, która ciągle wydaje nowoczesne produkty. Potrzebne było zatem nowe hasło reklamowe, które dobitnie ukaże Apple, jako markę ciągle innowacyjną przeznaczoną zatem dla wszystkich twórców i ludzi myślących kreatywnie. Takim hasłem okazało się Think different, które miało odzwierciedlać różnicę pomiędzy konkurencją, która w domyśle tylko produkuje kolejne urządzenia oraz Apple'em, które nowe urządzenia tworzy. Jako plakat reklamowy wykorzystano wizerunki słynnych, historycznych postaci, które myślały inaczej z logiem nadgryzionego jabłka i wspomnianym sloganem. Do "szczęśliwców" trafiły takie persony jak Albert Einstein , Gandhi , John Lennon , Pablo Picasso , King , Edison , Chaplin , Martha Graham , Ansel Adams , Richard Feynman , Maria Callas , Frank Lloyd Wright , czy Amelia Earhart .


Reklama komputera iMac z 1998 roku. Literka "i" oznaczała bezproblemowe połączenie z siecią internet.

Jednakże samo, łatwo wpadające w ucho hasło nie wystarczy, aby wprowadzić upadłego giganta z powrotem na tory z napisem 'Zysk'. W momencie kiedy Steve Jobs powrócił jako iCEO Apple'a dzieliło zaledwie kilka miesięcy od ogłoszenia niewypłacalności. Potrzebowano zatem kolejnego rewolucyjnego produktu, który by udowodnił, iż firma faktycznie 'myśli inaczej' od konkurencji. Takim produktem miał być komputer desktopowy, którego nazwę określono jako 'iMac'. Głównym projektantem nowego urządzenia został Jony Ive, który z powodu niedoceniania designu przez poprzednie szefostwo firmy wahał się nad odejściem. Proces tworzenia większości urządzeń elektronicznych polega na skonstruowaniu 'wnętrzności' (płyty głównej, karty graficznej, dźwiękowej oraz wszelkich innych komponentów), a później przekazaniu ich działowi projektowym, aby do owych wnętrzności stworzył obudowę. Od momentu powrotu Steve Jobsa wiedziano jednak, iż w Apple proces ten będzie odwrotny. To właśnie dział inżynierów będzie musiał tak łączyć komponenty, aby całość idealnie pasowała do wcześniej przygotowanej obudowy. To właśnie nowoczesny design iMaca, rodem z kreskówki 'rodzina Jetsonów', miał stanowić o wyjątkowości nowego produktu. Pewnie większość czytelników doskonale pamięta komputery końca lat 90-tych - szare, brzydkie obudowy połączone milionem (oczywiście zawsze niesamowicie poplątanych) kabli z monitorem, głośnikami i innymi urządzeniami wyjścia. Powodowało to, iż szczególnie starsze osoby były nastawione bardzo nieufnie do tych 'współczesnych gadżetów' - jak postrzegano komputery jeszcze 20 lat temu. Nowy iMac, które wszystkie wewnętrzne komponenty miał wbudowane wraz z monitorem, całość umieszczona w kolorowej, częściowo prześwitującej obudowie, z którego wystawały tylko dwa małe kabelki - do klawiatury i myszki - miał być kompletnym przeciwieństwem szarzyzny tamtejszych komputerów. Wbudowana rączka, pomimo małych zalet pragmatycznych - raczej niewiele osób traktowałoby, ważący dobrych parę kilogramów sprzęt jako przenośny - nadawała mu pewnego zabawnego kształtu. Miała stanowić jakoby zachętę do dotknięcia i bliższego przyjrzenia się unikatowemu urządzeniu co ostatecznie przełamałoby opór ciągle wielu ludzi przed samym korzystaniem z komputera. Wszystkie te zabiegi okazały się niezwykle trafne bo po publicznej prezentacji produktu 6 maja 1998 roku popyt na nowego iMaca wręcz przewyższał możliwości produkcyjnej fabryk Apple'a. W pierwszych 6 tygodniach sprzedał się w ilości prawie 300 tysięcy egzemplarzy pobijając dotychczasowy rekord najszybciej sprzedającego się komputera w historii. Co ciekawe, aż 32% udziału sprzedaży należało do osób, które kupują komputer po raz pierwszy. Oczywiste stało się, iż Apple, firma której dwa lata wcześniej wszyscy główni analitycy prognozowali rychłe bankructwo, wraca z powrotem do grupy liderów sprzętu komputerowego. Steve Jobs jednak nie zamierzał pozostać tylko 'jednym z' ...

Tysiąc piosenek w Twojej kieszeni

W 2001 roku był już jasne, iż z tytulatury Steve'a Jobsa zniknie literka i, świadcząca o jego okresowości w przewodnictwie nad Apple'em. Wypuszczenie na rynek iMaca było bez wątpienia ogromnym sukcesem firmy, który uratował ją od upadłości, jednakże (jak niestety wszystko na tym świecie) nowy produkt nie był pozbawiony wad. Imac posiadał bowiem stację dysków bez wysuwanej podstawki, która według Steve Jobsa byłaby zbrodnią nad designem całego urządzenia. Problem pojawił się kilka miesięcy po wypuszczeniu iMaca na rynek, kiedy pojawiły się pierwsze nagrywarki CD (napędy, które nie tylko odczytywały zawartość płyty, ale również umożliwiały użytkownikowi nagrania własnych plików), które początkowo były tylko w wersji z wysuwaną podstawką. Pobieranie plików z internetu, szczególnie muzyki za pomocą usług jak Napster czy Kazaa, a następnie wgrywanie je na płyty CD stawało się coraz bardziej popularne. Apple został zatem w tyle w sektorze muzycznym, który coraz bardziej przecinał się z nowymi technologiami. Oczywistym zatem stało się, iż koniecznością jest wypuszczenie własnego urządzenia obsługującego coraz bardziej popularne pliki mp3, które trafiły do szerszej świadomości 4 lata wcześniej, kiedy dwóch studentów napisało pierwszy sprawny program mp3 - winamp.


Pierwsza prezentacja przełomowego odtwarzacza mp3 - IPoda w 2001 roku.

Na rynku w tamtym okresie były już obecne przenośne odtwarzacze mp3 (np. urządzenia marki Rio), ale oprócz topornego wyglądu i problematycznej obsługi umożliwiały nagranie maksymalnie 16 piosenek. Dużą szansę dla Apple'a stworzyła Toshiba, której inżynierowie w 2001 roku skonstruowali dysk twardy o średnicy niecałych 2 cali, a pojemności aż 5 gigabajtów (mieszcząc tym samym około tysiąca piosenek) - japońskim managerom brakowało jednak pomysłu na jego komercyjne wykorzystanie. Z chęcią zatem zgodzili się na ekskluzywną produkcję nowego wynalazku dla Apple'a. Zespołowi Steve'a Jobsa właśnie tego składnika brakowało. Szybko uzgodniono dalsze elementy jak wyświetlacz, obudowę oraz słynne koło do przewijania piosenek i już 23 października 2001 roku Steve Jobs był w stanie pokazać światu nowy produkt o lakonicznej nazwie iPod. Możliwości przechowywania tysiąca piosenek oraz artystyczny wygląd iPoda powodował, iż konkurencyjne odtwarzacze mp3 wyglądały jak gramofon przy nowoczesnym zestawie hi-fi. Nic dziwnego zatem, iż nowy produkt stał się wręcz ikoną popkultury, a popularnym pytaniem zadawanym zarówno na pierwszych randkach, jak i podczas wywiadów z prezydentem było - 'Co jest na Twoim Ipodzie?'. Zmienił on nie tylko rynek muzyczny, ale również wprowadził całą markę Apple do stratosfery stylu technologicznego. Żadnej firmie produkującej sprzęt elektroniczny nigdy nie udało się uzyskać tak silnie emocjonalnego brandu. Posiadanie Ipoda nie tylko umożliwiało odsłuchiwanie uprzednio nagranych plików mp3, ale również w pewien sposób podnosiło Twój status bycia osobą kreatywną oraz nowoczesną. Odmieniła również rynek reklamowy. Kiedy poprzednio to firmy często heroicznie i za duże gaże starały się zatrudnić muzyków do reklam teraz to sami muzycy oferowali swoje najnowsze przeboje zupełnie za darmo do reklam Ipoda! Uświadamiano sobie bowiem, iż brand Ipoda jest silniejszy niż brand zespołu. Było tak na przykład z zespołem U2, który nigdy wcześniej nie występował w reklamie, odrzucając oferty po kilkanaście milionów dolarów - w 2004 roku zgodził się bez wynagrodzenia wystąpić w reklamie Apple'a ze swoim najnowszym przebojem Vertigo.

Urządzenia sterowane dotykiem


Oficjalna prezentacja IPhone'a w 2007 roku.

W 2005 roku sprzedaż IPoda przynosiła firmie prawie 50% zysków - nic zatem dziwnego, iż największą obawą Jobsa był szybko rozwijający się sektor telefonów komórkowych, który mógłby drastycznie zmniejszyć sprzedaż kultowego produktu Apple'a. Ile bowiem osób będzie zainteresowana kupieniem drogiego odtwarzacza MP3 skoro ich - nota bene bardziej niezbędny - telefon komórkowy jest w stanie zmieścić coraz to większą ilość piosenek? Jedynym rozwiązaniem dla Jobsa było zatem wypuszczenie kolejnego, 'zmieniającego świat' urządzenia. Pierwszym pomysłem było oparcie nowego telefonu o konstrukcje IPoda wraz ze znamiennym kółkiem sterującym. Szybko jednak zorientowano się, iż tzw. trackwheel - wprawdzie radzący sobie dobrze z przeglądaniem wcześniej zapisanych kontaktów - był wręcz fatalny przy tak prostej czynności jak wybieranie numeru, o pisaniu SMSów nie wspominając. Drugim pomysłem było dodanie fizycznej klawiatury - jak chociażby w popularnych telefonach BlackBerry, jednak został on bez dłuższego zastanowienia odrzucony przez samego Jobsa. Ostatnią nadzieją było zwrócenie się do działu pracującego nad produkcją tabletu (tak tak, pomysł stworzenia IPada pojawił się przed IPhonem!), który był właśnie w fazie testów tzw. 'multi-touch screen', czyli ekranu dotykowego. Po prezentacji prototypu Jobs bez wahania zrozumiał, iż to zastosowanie takiego ekranu jest przyszłością i to on musi być wykorzystany przy produkcji pierwszego telefonu z logiem nadgryzionego jabłka. Cały zespół przekierowano do jednego zadania - w jaki sposób można użyć dotykowego ekranu dla tak małego urządzenia jakim jest telefon - co de facto nie było zadaniem łatwym. Problem stanowiły nawet proste czynności, jak na przykład - w jaki sposób mieć pewność, iż telefon sam nie aktywuje się w kieszeni ? Ostatecznie, po wielu 'burzach mózgów' określono specjalne ruchy palcami, które wywoływały odpowiednie komendy (jak np. 'swipe to open - przeciągnij aby otworzyć, czy zbliżenie do siebie dwóch palców w celu przybieżenia - zoom in). Istotnym problem było też - jakiego materiału należy użyć do produkcji owych dotykowych ekranów? Oczywistą odpowiedzią był plastik (użyty na przykład w IPodach), ale dla Steve'a Jobsa był on zdecydowanie zbyt mało artystyczny. Ostatecznie zdecydowano się na szkło, podpisując umowę z firmą naukową, która już w latach 60-tych odkryła specjalnie wytrzymały rodzaj szkła zwany Gorilla Glass - jednak z braku pomysłu na komercyjne wykorzystanie zaniechano produkcji. Dzięki specjalnemu procesowi wytwarzania był on niezwykle odporny na zarysowania i wszelkie mechaniczne uszkodzenia (warto wspomnieć, iż obecnie ten materiał jest wykorzystywany w praktycznie wszystkich dotykowych telefonach). Oficjalna prezentacja nowego produktu, którego - tutaj bez niespodzianki - ochrzczono IPhonem odbyła się w styczniu 2007 roku. Aby oszacować komercyjny sukces wystarczy tylko podać ilość sprzedanych egzemplarzy w ciągu pierwszych trzech lat - 90 milionów (co daje prawie jeden sprzedany telefon na sekundę)! Steve Jobs w 1984 roku, wydając Macintosha odmienił branżę komputerów osobistych, z IPodem 17 lat później rynek muzyczny, a teraz nadał nowe znaczenie terminowi telefon komórkowy. Technologiczny hat-trick to jednak ciągle było zbyt mało.


Oficjalna prezentacja IPoda w 2010 roku.

Pewnie nie pamiętasz (ciekawe dlaczego?), iż Microsoft wydał tablet już w 2002 roku z oryginalną nazwą tablet PC. Jedyną możliwością wprowadzenia danych lub kontroli urządzenia był rysik, którego Steve Jobs osobiście nie cierpiał. Twierdził, iż każde urządzenie z dołączonym rysikiem jest z góry skazane na porażkę. Prócz tego kierowały nim względy osobiste - od zawsze chciał udowodnić Gatesowi, iż jest w stanie produkować znacznie lepsze produkty. Tablet był zatem idealną okazją, aby utrzeć nosa swojemu odwiecznemu antagoniście. Pierwsze pomysły, jak wspomniałem paragraf wyżej, pojawiły się jeszcze przed IPhonem. Jednak dopiero po oficjalnej prezentacji tego ostatniego ekipa Jobsa była w stanie w pełni skoncentrować się nad projektem urządzenia, które okaże się, iż nie tylko przebije ideę tabletu do świadomości szerszego odbiorcy, ale także wprowadzi branżę wydawnictw gazet oraz książek w XXI wiek, wiek digitalizacji. Kiedy zapowiedziano oficjalną prezentację na styczeń 2010 roku trudno było przeszacować oczekiwania i napięcie opinii publicznej. Wall Street Journal napisał nawet:

Ostatnio gdy panowało podobne zainteresowanie tabletem miał on wyrytych 10 przykazań

Steve Jobs stanął na wysokości zadania i prezentacja IPada wiele nie odbiegała entuzjazmem i żywiołowością od najlepszych sztuk teatralnych. Niezmiernie zaskakujący jest zatem fakt, iż ostateczny odbiór nowego produktu stajni Apple'a był zgoła negatywny! Zastanawiano się nad faktyczną użytecznością tabletu - czy był on po prostu IPhonem na sterydach ? Bill Gates również nie oszczędził swojej opinii twierdząc, iż Jobs pomylił się - prawdziwą przyszłością tabletu jest ekran z dołączonym rysikiem. Jak sam Jobs wspomina, jeszcze dnia premiery otrzymał on tysiące maili od rozczarowanych fanów. Spektrum niezadowolenia rozciągało się od niejasnej użyteczności IPada, aż po samą jego nazwę! Jakże jednak słowa samego Jobsa sprzed kilkunastu lat mówiące, iż ludzie sami nie wiedzą czego potrzebują, aż do momentu kiedy to dostaną (nota bene był to powód dlaczego Apple nie zlecał - jak większość innych firm - badań potrzeb klienta) okażą się prawdziwe. Kiedy IPad ostatecznie ukazał się w sprzedaży cztery miesiące później całym wręcz światem wstrząsnęła nagła i nieokiełznana potrzeba posiadania tabletu! Pierwszy milion sztuk sprzedano w niecały miesiąc, a rok po premierze liczba posiadaczy tabletu z jabłkiem szacowano na dwadzieścia milionów! Był to największy komercyjny sukces pojedynczego produktu w historii. Sukces niepobity do dnia dzisiejszego ...

Przegrana walka z rakiem


Wyjątkowe przemówienia Jobsa w 2005 roku, po operacji wycięcia guza do studentów uniwersytetu Stanford. (polskie napisy)

Październik 2003 roku. Steve Jobs przechodzi rutynowy skan nerek, który wprawdzie nie wykazał nic niepokojącego z badanymi częściami układu wydalniczego, ale ukazał dziwny cień na trzustce. Dalsze badania wykazały niestety, iż jest to guz, który należałoby jak najszybciej operować. Mimo usilnych namów nie tylko lekarzy, ale przede wszystkim rodziny i najbliższych współpracowników Jobs zadecydował, iż "nie da pociąć swojego ciała". Postanowił, iż jako remedium zastosuje jeszcze bardziej restrykcyjną dietę (głównie duże ilości świeżej marchwi wraz z sokami owocowymi) obok alternatywnych metod leczenia jak ziołolecznictwo oraz akupunktura. Niestety dziewięć miesięcy później okazało się, iż taka terapia w żaden sposób nie pomogła, a sam guz istotnie się powiększył i prawdopodobnie przerzucił na inne organy. Steve Jobs musiał zmierzyć się z brutalną rzeczywistością - operacja była jego ostatnią szansą na przeżycie. Ostatecznie wykonano ją 31 lipca 2004 roku w szpitalu uniwersyteckim Stanforda. Niestety podczas operacji zaobserwowano przerzuty na wątrobę. Możliwe, iż gdyby była wykonana na wczesnym stadium dziewięć miesięcy wcześniej można byłoby temu zapobiec. Na domiar złego największym wrogiem Steve'a Jobsa był sam Steve Jobs. Trzustka jest odpowiedzialna w organizmie za wytwarzanie enzymów, które umożliwiają żołądkowi trawienie i przyswajanie składników odżywczych. Pacjenci po operacji wycięcia znacznej jej części są zatem narażenia na niedobór białka. Aby temu zaradzić wręcz niezbędną dietą są duże ilości mięsa, ryb i tłustego mleka. Steve Jobs jednak, już od lat nastoletnich był obsesyjnym weganinem, często przechodząc kilkutygodniowe głodówki oparte na samych jabłkach. Stan bezpośrednio zagrażający życiu nie był w stanie tych nawyków zmienić.


Jeden z ostatnich telewizyjnych wywiadów Steve'a Jobsa w 2010 roku. Z powodu przyjmowanych leków, ale przede wszystkim nawyków żywieniowych jego waga ledwie przekraczała 50kg.

Od momentu operacji zaczęły pojawiać się liczne spekulacje na temat zdrowia Jobsa, które miały wymierny wpływ na wysokość cen akcji całej firmy. Sam zainteresowany publicznie twierdził, iż operacja przebiegła w pełni pomyślnie i nawet chemioterapia nie jest wymagana. Oczywiście zapewnienia te szerokim łukiem mijały prawdę. Ewidentne załamanie stanu zdrowia przyszło w 2008 roku. Steve Jobs z powodu swoich przyzwyczajeń dietetycznych oraz leków przeciwbólowych, które jako główny efekt uboczny dodatkowo zmniejszały apetyt, stracił prawie 20 kilogramów. Wybuch spekulacji, iż prawdopodobnie jest to spowodowane nawrotem raka sam Steve Jobs studził, zapewniając, iż jest to spowodowane niegroźnym wirusem. Rzeczywistość ma jednak to do siebie, iż nie można jej zaklinać w nieskończoność. W 2009 roku wątroba zaczęła odmawiać posłuszeństwa i jedyną nadzieją była transplantacja. W Stanach Zjednoczonych każdy obywatel, nawet tak bogaty jak Jobs musi zapisać się do oficjalnej kolejki osób czekających na przeszczep. Żona Jobsa wspomina, iż w tamtym okresie codziennie sprawdzała w internecie miejsce, na którym znajduje się Jobs tocząc niejako nierówną walkę z czasem. W marcu 2009 roku znalazł się w końcu na pierwszym miejscu, a kilka dni później - 21 marca - w wypadku samochodowym zginął dwudziestolatek, którego grupa krwi umożliwiała przeszczep. Operacja była dramatyczna, przez pewien czas sądzono, iż Steve Jobs nie przeżyje, jednak ostatecznie okazała się udana. Podczas urlopów zdrowotnych obowiązki Jobsa pełnił jego najbliższy współpracownik Tim Cook. Mimo trudnej rekonwalescencji - ponownie istotnym problem były nawyki żywieniowe Jobsa, w 2010 roku Steve odzyskał siły na tyle, aby powrócić do stanowiska CEO i wydać, jak niestety miało się okazać, ostatni swój produkt - wspomniany wcześniej tablet IPad. Fatalny stan zdrowia dał jednak o sobie znać już kilka miesięcy później i w 2011 roku Jobs został zmuszony do swojego już trzeciego urlopu zdrowotnego. Największym problem było to, iż Jobs nadal nie chciał w pełni zastosować się do zaleceń dietetycznych lekarzy. Rodzina desperacko próbowała rozmawiać ze specjalistami od zaburzeń żywieniowych i psychiatrami, jednak bez rezultatu. Sam Jobs popadał w coraz większą depresję obarczając swoimi naprzemiennymi wybuchami złości i smutku rodzinę. Cały jednak czas miał zapewnioną najlepszą możliwą opiekę medyczną. Był jednym z pierwszych dwudziestu ludzi na świecie, których komórki rakowe były w pełni porównane z jego naturalnym DNA. Zabieg ten kosztował 100 tysięcy dolarów. Niestety z tygodnia na tydzień jego stan zdrowia drastycznie się pogarszał. W lipcu zaobserwowano przerzuty do kości jak i innych organów wewnętrznych, a sami lekarze stawali się coraz bardziej bezradni. 24 sierpnia 2011 Steve Jobs oficjalnie zrezygnował z pełnienia funkcji prezesa firmy Apple. Postanowił jednak zostać jako doradca rady nadzorczej i w miarę możliwość dalej pracować nad kolejnym produktami. Los jednak chciał, iż nowe stanowisko piastował tylko przez 6 tygodni ...

Słowo końcowe

Największym marzeniem Steve'a Jobsa - co często podkreślał w wywiadach - było stworzenie firmy, która przetrwa próbę czasu. Według listy pięciuset najdroższych firm na świecie - Global 500, Apple w 2012 roku (ponad 30 lat od momentu założenia) zajął pierwsze miejsce - wyprzedzając naftowego giganta Exxon Mobil, stając się jednocześnie największą amerykańską firmą w historii.

W swoich ostatnich wywiadach Steve Jobs poruszał tematy duchowe. Twierdził, że prawdopodobnym jest, iż wszystkie religie są jak osobne drzwi, które prowadzą do tego samego domu. Największą zagadką jest jednak, czy ten dom faktycznie istnieje. Od czasów studenckich był związany z praktyką buddyjską i duchowością Indii - jego nauczycielem i przyjacielem był słynny mnich Zen - Kobun Otogawa. Często podkreślał, iż filozofia firmy odznaczająca się uproszczonym interfejsem i minimalistycznym designem produktów jest oparta właśnie na prostocie nauk Zen. Personalnie jednak nigdy nie uosabiał przyjaznego i pełnego spokoju nastawienia - jak zalecają buddyjscy mnisi - do innych ludzi. Jego obcesowość i bezpardonowość, a czasami również zwykła złośliwość w krytykowaniu współpracowników stała się wręcz legendarna. Prócz tego był osobą bardzo niestabilną - często wybuchał gniewem lub nawet płaczem, gdy nie mógł poradzić sobie z daną sytuacją. Jak stwierdziła jego żona - "Steve, jak pewnie większość ludzi wybitnych była wybitna tylko na określonym polu". Trudno jest jednak odmówić mu pasji z jaką podchodził do tworzenia nowych produktów. Nie można również zapomnieć, iż wiele z nich było urządzeniami przełomowymi, które nie tylko wywarły duży wpływ na rozwój branży elektronicznej, ale jednocześnie odmieniły nasze codzienne życie. Po oficjalnej rezygnacji ze stanowiska prezesa Apple'a, używając już czasu przeszłego, powiedział:

Miałem bardzo szczęśliwą karierę i bardzo szczęśliwe życie. Dokonałem wszystkiego co tylko mogłem

Kiedy 5 października 2011 roku Mona Simpson, biologiczna siostra Jobsa, usłyszała jego ciche zawołanie od razu pobiegła do łóżka chorego. Znalazła brata wpatrzonego w swoją żonę i dzieci. Nagle jednak podniósł nieznacznie wzrok ponad ich głowy i wydał ciche: - "Oh wow, wow, wow". Ów zachwyt z granicy zaświatów był ostatnimi słowami Steve'a Jobsa.

Kiedy nasze następne pokolenia za tysiąc lat będą wspominać XX wiek prawdopodobnie będą pamiętać dwie okrutne wojny światowe, po których nastąpił podział świata wzdłuż żelaznej kurtyny, ale również początek rewolucji komputerowej. Możliwe, iż w opisie tej ostatniej, co jakiś czas w podręcznikach dla bardziej ambitnych uczniów pojawiać się będzie nazwisko Steve Jobs.



Oś czasu


Podziel się!
        
2 celne komentarzeDodaj komentarz
Użytkownik


Dodano: 2014-12-27
Świetny i wyczerpujący artykuł. Gdyby któryś z Twoich czytelników chciał poszerzyć wiedzę o aspekty osobowości Jobsa i podejścia do niektórych kwestii biznesowych (produkt/zarządzanie), zapraszam do zapoznania się z moją świeżynką:
http://fulczyk.com/steve-jobs-charyzmatyczny-przywodca-z-apple/

Mam nadzieję, że poszerzy to jeszcze obraz tego, kim tak naprawdę był Steve Jobs i dlaczego warto go naśladować w niektórych elementach.
Steve Jobs
Gość


Paweł
Dodano: 2015-10-11
Fajny artykuł. Szkoda, że nikt nie zwrócił uwagi na kilka błędów: Atari nie Atarii. Pierwszy Macintosh miał procesor Motorola 68000 a nie 6800.

Wyraź swoje zdanie :

Komentujesz jako użytkownik niezarejestrowany - gość. Z tego powodu, zanim komentarz pojawi się na stronie będzie musiał zostać zaakceptowany przez naszą redakcję. Aby Twój komentarz został od razu opublikowany na naszych łamach zachęcamy do darmowej rejestracji!

Nasz facebook

Ciekawostka

Postać historyczna

Losowe zdjęcie

Historia

Inne

Copyright © 2006-2016 by histurion.pl. Korzystając z portalu akceptujesz regulamin.